Blog > Komentarze do wpisu
Kaczor Donald
Jeżeli myślicie, że ten tytuł zapowiada kolejny felieton polityczny, to macie pecha - nie trafiliście. Polityki i tak ostatnio było tutaj zbyt wiele, więc dzisiaj będzie łatwo, miło i przyjemnie (chociaż jak zwykle będę nad czymś marudził). Natchnienie na ten tekst przyszło ot tak, jakby z powietrza. A właściwie nie z powietrza, tylko z kreskówki. Piątek, godzina 19.00, mój pokój, ja przed telewizorem (mam już telewizor na stancji! - rozwijam się). O rzeczonej porze na TVP1 lecą stare kreskówki Walta Disneya; osobiście oglądam ze wzruszeniem w oczach - w końcu to piękny kawałek mojego dzieciństwa. Choć może słowo "oglądam" nie jest tu szczególnie fortunne, ja raczej "słucham". Z pewnością kojarzycie specyfikę warstwy dźwiękowej tamtego okresu: zero komputerów, każdy dźwięk wydaje żywy instrument. Kiedy zamknę oczy i wyobrażę sobie tą wielką orkiestrę, każdy instrument z osobna, jak to wszystko razem współgra, jak każdy dźwięk idealnie zgrywa się z ruchem postaci.... Nie wiem jak wy, ale ja mam akustyczny orgazm. No bo spróbujcie kiedyś obejrzeć "Toma i Jerrego" z wyłączonym dźwiękiem - toż się po prostu z celem mija. Jednym słowem - klimat. A teraz? No właśnie, teraz za kolorowo nie jest... Zewsząd atakują mnie wszechobecne pokemony; głupawe bajki z groteskowymi bohaterami, których żarty oscylują wokół ekskrementów i niewybrednych aluzji, albo absurdalnie krwawe japońskie wymysły z pseudo-przesłaniem. Walt Disney przewraca się w grobie....

Gdyby dzisiejszemu 10-11-latkowi pokazać kreskówki mojego dzieciństwa, to skrzywiłby się tylko, ponarzekał na brak wybuchów, przekleństw, krwi i wymyślnych efektów 3D. On woli kolorowe poczwarki pokroju Power Rangers: fabuła znikoma, dialogi sztampowe, efekty specjalne rodem z lat 50-tych (nawet ja nie padam na ziemię od ciosu zadanego metr ode mnie, a pudełka po herbacie udające domy są tandetne nawet jak na standardy tego serialu) i akcja przewidywalna aż do bólu. Do tego główni bohaterowie odziani są w jakieś niedorzeczne lateksy, których nie powstydziłby się producent filmów sado-maso. Ale z jakiegoś powodu dzieciaki oczu oderwać od ekranu nie mogą, z zapartym tchem obserwują to żałosne przedstawienie, a zwycięstwo swoich herosów kwitują niekłamanym zdziwieniem. Co je w tym tak fascynuje - pojęcia nie mam, czekam na ewentualne sugestie.

Fabuła? Jaka fabuła?! Ponoć ktoś o niej kiedyś słyszał, ale dawno temu i w ogóle jakoś tak mimochodem. No bo po co komu jakaś tam fabuła, skoro współczesny widz raczej średnio zwraca na nią uwagę. Co z tego, że Ziemię po raz setny atakują źli kosmici (i, nie wiedzieć czemu, zaczynają od Stanów Zjednoczonych), skoro dzielni pogromcy wymiotą ich z naszej planety za pomocą seryjnego powtarzania jednego i takiego samego kopnięcia. Ważne, żeby przy niszczeniu mateczki Ziemi kosmici postrzelali trochę z laserów, rozwalili jeden czy dwa bardziej znane zabytki architektoniczne, po czym zalali się zieloną posoką pod gradem kul amerykańskich komandosów (którzy znów ocalą cały świat, tak jakby ten sam nie potrafił o siebie zadbać).  Jeśli jakimś cudem kosmici będą mieli jakieś ważniejsze rzeczy do zrobienia, ich miejsce zajmie zły lord, na którym zemścić zechce się główny bohater (z pewnością nie pozbawiony supermocy czy innej tego typu fanaberii). Oczywiście nie może zabraknąć lejącej się strumieniami krwi, ostrego języka i ze dwóch trupów (gdybyście nie nadążali - dalej mówimy tu o bajkach przeznaczonych dla dzieci). Kiedy sobie pomyślę, że tym żenującym badziewiem faszeruje się teraz już najmłodszych, to ręce mi opadają i jakiś dziwny nastrój mnie ogarnia.

Bohaterowie tych fenomenalnych produkcji to już klasa sama dla siebie. Popatrzcie na takiego Pikachu (jakby ktoś nie wiedział - flagowy przedstawiciel pokemonów): w sumie jako bohater byłby w stanie się obronić - mały, żółty, pocieszny stworek; ot - kanon. Jednak nie myślcie, że tu się kończy opis wspomnianej postaci. Przecież taki bohater w dzisiejszych czasach najzwyczajniej by się nie sprzedał; należało więc wyposażyć go w coś, co współczesny odbiorca z pewnością doceni. I oto nasz mały Pikachu otrzymał moc smagania piorunami. Tak jest! Ten milutki żółty szczurek razi inne milutkie "zwierzątka" wysokim woltażem prosto w tyłek. Oprócz tego nic szczególnego nie da się o nim powiedzieć. Ale....

No właśnie, czas przejść na jasną stronę mocy i przypomnieć wam bohaterów, których wprost kocham, których pełnej charakterystyki nie mogę zamknąć w jednym zdaniu (vide: Pikachu); takich, którzy sami są motorem napędowym zdolnym udźwignąć ciężar fabuły. Przypomnijcie sobie tylko Garfielda, absolutnego arcymistrza cynizmu, ironii i sarkazmu; albo Kaczora Donalda - nieopanowanego despotę z ruchową nadpobudliwością i charakterystycznym odgłosem wydobywającym się z jego dzioba; a może Tsubasę (klasyk, aż mi ręka drży nad klawiaturą); albo chociaż Kojota Wilusia (typek, który uganiał się za Strusiem Pędziwiatrem - jeśli potrzebowaliście tego przypomnienia - wstydźcie się :P), autora najbardziej odjechanych i nieprzewidywalnych (!) pomysłów jakie widział świat. Przykład? Podczas realizacji jednego z planów szalonego kojota kamera podróżując od stóp do szczytu góry ukazuje nam wymyślny, wieloelementowy tor, na szczycie którego znajduje się bomba. I kiedy już rozwiązanie wydaje się oczywiste (bomba stoczy się w wymyślny sposób na dół) kojot podpala ją, a ta.... wybucha w tym samym momencie! I za to ja tego postrzeleńca po prostu kocham.

Każdy kij ma dwa końce, każda kultura ma kontr-kulturę, a elitaryzm - swój egalitaryzm. Różnorodność to wspaniała rzecz, stanowi o atrakcyjności czegoś, tworzy alternatywę, a przede wszystkim - daje wybór. Ale jeżeli alternatywą dla mojego dzieciństwa i całego jego bagażu mają być bohaterscy komandosi i strzelający piorunami szczur, to ja na taką alternatywę spluwam z pogardą, depczę ją ciężkim butem i do śmieci wyrzucam. Dla swoich dzieci już zbieram Garfield'y.

środa, 31 października 2007, abastanza

Komentarze
Gość: Bati, w3cache1.icm.edu.pl
2007/10/31 16:15:09
TAK! Mam ponad 50bajek Disney'a i podziwiam tylko klasykę, nie pseudobajki:)
-
Gość: :), djf75.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/11/02 09:08:39
Zgadzam się z ogólną myślą tekstu. Prawda, zbyt dużo przemocy w dzisiejszych bajkach dla dzieci.

Mam jednak pewne zastrzeżenia co do stylu. Pod tym względem poprzednie felietony bardziej mi się podobały.

Aha, i w piątek lecą Smerfy, nie Disney :P
-
2007/11/02 11:02:11
Cholera, a byłem pewny, że to piątek... No nic, starość nie radość, skleroza postępuje....:) A co do stylu: nie wiem czy wiesz, ale piszę głównie dla siebie, więc styl musi pasować mnie:D Sorry Winetou, taka już ze mnie egoistyczna świnia...:)
-
Gość: mastesiak, mail.cho.vectranet.pl
2007/11/02 23:03:08
No fakt, egoistyczna, bo podobno obiecałeś ludzkości wyświadczyć przysługę i nie pozwolić przetrwać swoim genom;> dlatego pomyśl lepiej o tym komu zamiast domniemanym dzieciom przekażesz po śmierci Garfield'y ]:->
-
2007/11/03 17:30:42
O ty.... Zapomnij o mojej kolekcji płyt zapisanej w testamencie..:P:P:)
-
Gość: Bati, w3cache1.icm.edu.pl
2007/11/03 21:55:55
:/
A torrenty Garfielda nie mają :/
-
Gość: mastesiak, mail.cho.vectranet.pl
2007/11/04 23:42:27
odnośnie płyt i testamentu:łaski bez;p jestem po wykładzie z prawa autorskiego i kto wie...Może drgnie mi sumienie i będzie mi wstyd za pirackie porywy mego serca:d
-
Gość: Bati, w3cache1.icm.edu.pl
2007/11/09 15:53:48
Napisz coś nowego, napisz!
-
Gość: :), host-89-229-64-186.szczecin.mm.pl
2007/11/09 16:32:04
daj mu szansę, może inwencja twórcza się wyczerpała :P
-
Gość: Bati, w3cache1.icm.edu.pl
2007/11/09 16:45:29
Niemożliwe ^^
-
Gość: :), host-89-229-64-186.szczecin.mm.pl
2007/11/09 21:35:39
Wszystko jest możliwe ;)