| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Normalni ludzie też cos piszą
RSS
czwartek, 15 września 2011
O tym, jak słowo "ale" niszczy mój światopogląd.
Lato chyli się ku upadkowi, a mnie akurat jak najbardziej letni temat się nasunął. W setkach wysyłanych do mnie listów pytacie: jak uwodzić dziewczęta? Moja wszechstronna wiedza i niebanalne umiejętności (spotęgowane faktem, że muszą zakamuflować mój szkaradny ryj) z pewnością będą przydatnymi narzędziami w drodze do waszego oświecenia w tym temacie. Bez zbędnych ceregieli udajmy się w fascynującą podróż po świecie letnich romansów.
sobota, 26 marca 2011
Anioł Zbawienia
Jako uznany autor czytanego przez trzy osoby bloga, mam niemalże w obowiązku dzielić się swymi rozległymi talentami. Tym razem podzielę się opanowaną przeze mnie w stopniu mistrzowskim umiejętnością pisania dziesięciorzędnych wierszy. Dziś, moje drogie żuczki, zgłębimy odmęty metafizycznych krain, które nawet Paolo Coelho się nie śniły. Zapraszam was do niezbadanego świata natchnionych poetek i uduchowionych następców samego króla syfilityków – Adama Mickiewicza.
piątek, 25 marca 2011
Yeti
Kiedy byłem jeszcze małą dziewczynką, babcia opowiadała mi niesamowite historie. Jedną z nich – a pamiętam ją doskonale – chciałbym wam tu pokrótce przytoczyć. Historia owa opowiadała o wielkim potworze z Himalajów – Yetim. Yeti był stworzeniem pokojowo nastawionym do świata, nie napadał na turystów, nie kradł, nie gwałcił, nie pił i nie palił. Krótko mówiąc – niewiele miał z życia. Jednak to nie jego ascetyczny sposób bycia świadczył o jego szczególnym charakterze. Otóż nasz milusiński Król Gór nie posiadał nawet śladowej ilości mózgu. Czy to na skutek dziwnego wypadku, czy też genetycznej modyfikacji – prawdziwego powodu nie znał nikt. Nie zmieniało to jednak faktu, że Yeti był wyjątkowym bezmózgiem, a jego głupota przewyższała nawet Romka Giertycha. Pewnie dlatego tak konsekwentnie unikał kontaktu z ludźmi. Sądziłem wtedy, że babcine opowieści to tylko legendy. Och, jakże grubo się myliłem....
niedziela, 23 stycznia 2011
Bij dzifke
Elo, joł, siema i pozdro. Najwyższy czas, żebyśmy rozkminili kilka mitów o koksie, dzifkach*, wódzie i bałnsowaniu. Pobujamy się w rytmach muzy dla prawdziwych czarnuchów, powalimy ściechy, zakurwimy densa w naszych hokejowych ciuchach z jakimiś szmaciskami, wypolerujemy kajdany, poturlamy się po dzielni w naszym pimp-mobilu, wyjedziemy z buły jakiemuś lamusowi, powydzieramy się „ChWPD” do psów, stukniemy ten ich świniowóz, a na koniec zrobimy jakiś dobry rap. Czaisz, ziom? Taka rozkmina, że normalnie ja pierdolę, nie? Wersja dla ludzi z krokiem powyżej kolan: dziś, moje drogie żuczki, porozmawiamy o polskim hip-hopie.
piątek, 14 stycznia 2011
Ta zimna suka.
Znowu do mnie przyszłaś, głupia kurwo. Stoisz pod drzwiami, krzyczysz, jak bardzo mnie nienawidzisz i że mam cię wpuścić do środka. Kiedy każę ci spierdalać, nazywasz mnie śmieciem i nieudacznikiem. Już prawie zapomniałem, jak zimną suką jesteś. W sumie nie powinno mnie to dziwić, w końcu zawsze mną pomiatałaś. Nie mogłem przez ciebie spać, jeść, uśmiechać się, żyć. Po prostu żyć... Nigdy nie byłem tak samotny, jak będąc przy tobie, wiesz? Chociaż... to i tak pewnie cię nie obchodzi... Bo niby czemu miałoby? W końcu nie masz serca, już dawno to ustaliliśmy. Myślałem, że ostatnim razem pozbyłem się ciebie na dobre, że uciekłaś na drugi koniec kraju i już nigdy nie będę musiał oglądać twojej twarzy. Ale ty zjawiasz się po kilku miesiącach i znowu chcesz marnować mój czas. Dlaczego? Bo powiedziałem, że nigdy nic do ciebie nie czułem i chciałem cię tylko zaliczyć? Przestań dramatyzować, nie jesteśmy dziećmi. Kiedy po raz kolejny każę ci spierdalać i nie zawracać mi głowy, ty zaczynasz mi grozić, straszyć konsekwencjami, wymyślać mi od najgorszych... W końcu wyważasz drzwi, rzucasz mnie na podłogę i szepczesz do ucha: „Jesteś moją suką...”. Sesjo, kurwo, nie masz pojęcia, z kim zadarłaś.
piątek, 31 grudnia 2010
Jakiś rok.
To nie był dobry rok. Polska reprezentacja dostała w dupę od kogo się tylko dało, we wszystkich możliwych rankingach wyprzedzają nas takie potęgi jak Mali, Burkina-Faso czy Wyspy Wielkanocne, a Mistrzostwa Świata były tak żenujące, że nawet RPA jest chyba sto lat za murzynami. W kwietniu przytrafiła się nam narodowa tragedia, w wyniku której powstało kilka kolejnych – tragiczna kampania wyborcza, tragiczny cyrk pod krzyżem, tragiczne skutki choroby psychicznej prezesa Jarosława. To nie był dobry rok, bo kiedy zalało nam kraj, to zamiast sobie pomagać, głównie wydzierano na siebie czerwone ze wściekłości mordy. Nie był dobry, bo pod jego koniec było cholernie zimno, chodniki utonęły pod śnieżnymi zaspami, a komunikacja miejska przestała trzymać się jakichkolwiek rozkładów. To nie był dobry rok.
wtorek, 28 grudnia 2010
Slam poetycki ze świniami.
Wybitny myśliciel naszych czasów powiedział niegdyś „Cechą dobrego publicysty jest to, że zawsze znajdzie sobie coś, co go wkurwia”. W razie jakichkolwiek wątpliwości – tak, to byłem ja. Dziś potęga wkurwienia jest we mnie na tyle silna, że postanowiłem powrócić do korzeni i popełnić wpis w starym stylu, miotać złością i odrazą w każdym akapicie, wyklinać, na czym świat stoi i od czasu do czasu pozdrowić kogoś środkowym palcem. Ponieważ ostatnimi czasy zrobiło się tutaj zbyt wulgarnie, potraktujcie ten tekst jak uzupełniankę i przyozdóbcie go przekleństwami wedle własnego uznania (to pojedyncze odstępstwo od zasady „Pan jest tutaj u siebie”, nie przyzwyczajajcie się). Tematem dzisiejszej katechezy będzie zjawisko, które nie tylko mnie irytuje, ale i dokonuje brutalnej inwazji na mój szeroko pojęty zmysł estetyczny. Zajmiemy się, moi drodzy, paszczurami na portalach społecznościowych (dawno nie słyszane fanfary).
sobota, 04 grudnia 2010
Bóg nawet o nas nie słyszał
Nienawidzę bezsenności. Przewracam się z boku na bok (co, w moim wypadku, jest dość bolesne), piję ciepłe mleko, męczę się przed snem, liczę owce. Nic nie pomaga. Ludzie modlą się o pokój, pieniądze czy szczęście, a ja chcę się tylko, kurwa, wyspać! Kiedy już uda mi się zasnąć, to wcale nie jest lepiej – śnią mi się rzeczy, o których wolę zapomnieć, prześladują mnie niepotrzebne wspomnienia, zostawiam otwarte drzwi dla wszystkich moich lęków i fobii. Dlatego rano nie warto ze mną rozmawiać – jestem zbyt zmęczony, żeby wyrzucić z siebie coś poza werbalnym bełkotem, dodatkowo mam wisielczy nastrój i bardzo realną ochotę na to, żeby strzelić kogoś w mordę. BARDZO realną. Wiedzą o tym wszyscy moi znajomi, wielu nieznajomych zresztą też. Dziś zapoznałem z tą zasadą kolejne dwie osoby.
środa, 24 listopada 2010
Pan jest tutaj u siebie.
Moi drodzy milusińscy, mamy dzisiaj mały jubileusz. Jeśli nadal czytacie ten tekst, oznacza to, że jesteście tutaj po raz pierwszy – stały czytelnik na hasło „jubileusz” już poszedł by pić (bo kogo to obchodzi, co to za jubileusz? Okazja to okazja!). Ten wpis jest już czterdziestym pokazem mojej bezpardonowej głupoty i skromnych możliwości umysłowych. W sierpniu przegapiłem trzecią rocznicę powstania wpisu #1 i teraz muszę nadrabiać ilościowo, żeby usprawiedliwić przed sobą własny alkoholizm, „bo przecież już czterdziesty tekst...” i takie tam. W sumie to jego czterdziestość jest szemrana, bo chociaż jako wpis faktycznie jest jubileuszowy, to przecież „Urazówka” była dwuczęściowa i jako tekst jest trzydziesty dziewiąty. Ale pieprzyć teksty, idziemy we wpisy! Ja naprawdę potrzebuję powodu, żeby się napić.
czwartek, 11 listopada 2010
(Nie)znośna lekkość pióra
Nocą po łbie kołaczą mi się myśli. Przychodzą z zaskoczenia i bezczelnie próbują mi udowodnić, że gdzieś tam pomiędzy uszami mam coś więcej, niż wiążący je sznurek (pozostałe doświadczenia temu przeczą). Myśl na dzisiejszy wieczór jest następująca: Zawsze piszemy pod wpływem. TO NIE narkotyki, raczej nie alkohol, chyba jednak wena. Sami do końca nie wiemy. TO NIE kwestia wyboru, bo tego odmówiono nam już dawno. My - dzieci nowego pióra, uzależnione od chłonnego papieru - piszemy pod wpływem, żeby napisać cokolwiek. TO NIE wynik decyzji, to przymus. Słodki, pożerający nas od środka przymus.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5